Minęło już tyle godzin, a wszystko nadal było magiczne. Szum morza, plaża i on. On na którego mogłabym się patrzeć godzinami, cudowny widok piękna tak wielkiego, że nie dostrzegłaby go osoba nie kochająca Harrego. Brzmi bardzo banalnie, wiem- pewnie sama wyśmiałabym podobne przemyślenia, kwitując wszystko pełnym litości spojrzeniem i przelotną myślą o tym, że to bajeczka dla naiwnej, nieznającej świata dziewczynki. Wyśmiałabym, gdyby zdarzyło się to parę dni temu. Byłam pełną cynizmu, wiecznie stojącą z boku dziewczyną, która uważała się za dużo lepszą od tego całego blichtru popularności, życia wbrew sobie i zgodnie z zasadą mówiącą, że twoja fizyczność definiuje Cię jako osobę i w sumie nie liczy się nic więcej co masz do powiedzenia. Więc stałam z boku i naśmiewałam z tych biednych dziewczyn, wierzących, że zrobią karierę gdy prześpią się z bardziej znanym aktorem czy piosenkarzem, często myśląc jeszcze, że znalazły miłość życia. Teraz tkwiłam się w podobnej sytuacji. No, zdecydowanie nie potrzebowałam więcej popularności- żyłam z piętnem córki jednej z największych gwiazd popu, nie potrzebowałam robić nic, wszystko osiągało moje nazwisko. Jednak mimo przebywania w tym podłym świecie sław od początku mojego istnienia, nadal wierzyłam,że Harry Styles, bożyszcze nastolatek i chłopak zupełnie nie w moim typie- zwykle wybierałam brzydkich alternatywów, mógł coś do mnie poczuć. To mnie dopadło nagle, z zaskoczenia i na początku traktowałam je ( uczucie) jako coś obcego i zupełnie kłócącego z tym kim jestem. To było jak zaraza, choroba którą jak najszybciej chcesz wyplenić. Jedak w tym momencie, leżałam na plaży ze słodkim członkiem zespołu One Direction i mocno wierzyłam, że to nie była tylko jedna z jego wielu nocy, przelotny seks. To był bardzo odważny ruch z mojej strony i już wyobrażałam sobie jak przyjaciółka nakrzyczy na mnie, gdy opowiem jej, że straciłam swoje dziewictwo na drugiej randce z właściwie nieznajomym jeszcze chłopakiem. Ale to było takie naturalne, po prostu się stało. Poza tym miałam bardzo ważny powód żeby tak zrobić, nawet jeśli trochę głupi, ale potrzebowałam go jakoś zatrzymać. Bo po raz pierwszy w swoim życiu czułam, że jestem w kimś zakochana.
(trzy dni wcześniej)
- Meg! Schodź na dół, ale już! Brian czeka przed domem, odwiezie Cię do szkoły!
Szybko sprawdziłam godzinę- było już bardzo późno, co oznaczało że moje szanse wymigania się od podróży tym beznadziejnie tandetnym samochodem z szoferem Brianem w środku były nikłe. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać podręcznik od hiszpańskiego, w nadziei że to może jakoś uratuje mnie przed wyjściem z domu. Niestety po dwóch minutach znów usłyszałam wołanie.
- Meg, do cholery! Muszę jechać do studia, a chciałabym żebyś czasem odwiedziła szkołę, więc zwlecz tutaj łaskawie swój tyłek!
Och słodka mamo.. Chyba nie miałam wyjścia, z słuchawkami na uszach zbiegłam na dół, wyszłam z domu i wpakowałam się do auta.
- Cześć mała!- usłyszałam wesoły okrzyk skierowany wyraźnie w moim kierunku gdzieś z przednich czeluści tego ogromnego wozu.
- Cześć Brian- mruknęłam, po czym oddałam się oglądaniu moich motocyklowych botków z ćwiekami, świetnie zresztą zgrywających się ze skórzaną kurtką od Michaela Korsa. Tak, ciuchy to była jedyna słabość. Jeśli chodziło o wydawanie pieniędzy, świetnie dopasowywałam się do wszystkich sławnych ludzi wokół mnie. Naciągnęłam porwane dżinsowe rurki Cheap Monday, potargałam lekko moje falowane włosy i byłam gotowa. Gdy tylko zauważyłam, że jesteśmy niedaleko szkoły, szybko wybiegłam z limuzyny i zwolniłam swój krok dopiero w okolicach dziedzińca szkolnego. Było mi okropnie głupio przez to jak traktowałam Briana, ale naprawdę wystarczyło moje nazwisko, nie potrzebowałam jeszcze by plotkowali, że dowożą mnie na lekcję limuzyną. Zdecydowanie różniłam się tym od reszty uczniów, którzy robili wszystko aby się wypromować. Chodziłam do Ivy High, która była szkołą prywatną jak tylko się dało, podobno dla najlepszych, ale ja uważałam że dla najbogatszych, ewentualnie najgłupszych. Zaczęłam przemierzać korytarz pewnym krokiem, gdy wpadłam na moją najlepszą przyjaciółkę, Christine. Była ona córką jednych z bardziej rozpoznawalnych aktorów na świecie. Wiem, wielka ironia że tak uciekam od swojego nazwiska, a przyjaźnię się z jedną z niewielu osób w szkole, która żyła w tym samym świecie co ja. Lecz nie mogłam nic na to poradzić, Kris była również wspaniałym człowiekiem i dlatego ją tak uwielbiałam.
- Cześć Krissie!- wrzasnęłam i podbiegłam do niej.
- Hej Meg!- odpowiedziała radosnym głosem i uściskała mnie najmocniej jak tylko potrafiła. Wspominałam już, jaka Kris była urocza? Kupiłyśmy zieloną herbatę i powoli zmierzając korytarzem w kierunku sali od matmy, zaczęłyśmy standardową rozmowę.
- Widziałam, że ktoś tu dzisiaj przyjechał limuzyną, gwiazdo!- zachichotała Kris, lecz nie zdążyła długo nacieszyć się swoim żartem, bo od razu walnęłam ją po głowie.
- Daj spokój, próbowałam uciekać, nie wiem jak w ogóle to zauważyłaś. Czemu ty zawsze wszystko wiesz Kris, przecież...- przerwałam i odwróciłam głowę, mierząc spojrzeniem trzy najbardziej żałosne i niespodziewanie uważane przez resztę szkoły za najfajniejsze postacie w moim otoczeniu. Brianna, Britney i Courtney, niepodzielnie panowały na towarzyskim dworze Ivy High, szerząc wszystko czego nienawidziłam. Lans, hierarchie społeczną, wredotę, głupotę, plastik, puszczanie się (wszystko dla lansu) i wiele innych. Nagle poczułam, że upadam i dostrzegłam nogę Courtney. Dwie sekundy później leżałam już na ziemi, cała w swojej zielonej herbacie.
- Dziwoląg!- syknęła Brianna, po czym dała sygnał, że mogą już pójść dalej, uprzykrzać ludzie innym nie-plastikowym ludziom. Z wściekłością spojrzałam przed siebie i ujrzałam wyciągnięta rękę Kriss. Wstałam, przy okazji ochlapując jeszcze pół korytarza zieloną herbatą i słysząc szept przyjaciółki przy uchu:
- Hej, nie przejmuj się. Jesteśmy lepsze.
Zgniotłam w dłoni plastikowy kubek po napoju. Świetnie. Ten dzień zaczął się po prostu świetnie.
(parę godzin później)
Chciałam zrobić mojej mamie niespodziankę, więc biegłam teraz najszybciej jak potrafiłam, trzymając w jednej ręce kubki z kawą, a w drugiej jedno z tych głupiutkich pisemek, by zdążyć przed jej spotkaniem z producentem. Byłam już przy studiu, wbiegłam na schody i pędząc po nich w nieziemskim tempie, niechcący rzuciłam okiem na moje nowe botki z ćwiekami. Nagle pojawiło się, po raz drugi tego dnia, uczucie spadania i rozlewających się na ciebie gorących napoi, a po chwili było po wszystkim. Leżałam na ziemi, cała w caffe latte, dodatkowo przykryta tą głupią gazetką. Coś we mnie eksplodowało.
-Jak ty chodzisz?! Czy ty w ogóle myślisz, jak mogłeś mnie..- zaczęłam wrzeszczeć, po czym podniosłam głowę i usłyszałam spokojny głos.
- A więc twierdzisz, że to moja wina, hm? Kłóciłbym się..- odrzekł.. Harry Styles. Byłam w szoku, nie o to chodzi że był sławny, cały czas spotykałam osoby, które były bardzo znane lub przynajmniej tak uważały. Po prostu..Było coś w jego oczach, dołeczkach lub może...Sama nie wiem... Zaczęłam się patrzeć i nie mogłam przestać....
************************************************
Oto rozdział pierwszy! Jestem ciekawa jak wam się podoba:) Następny dodam, gdy zobaczę jakieś zainteresowanie z waszej strony, baardzo o to proszę!
PS piszcie uwagi, co chcielibyście tu zobaczyć, będę się starać wszystko w miarę możliwości robić :)
xxx






